STAMBUŁ

1

Nie mogę doczekać się powrotu do tego pięknego, magicznego miasta. Spędziliśmy tam wspaniały listopadowy tydzień pełen kolorów i smaków, w Polsce już królowała szaruga, a w Istambule słoneczna piękna pogoda przypominająca polską wiosnę. Historia tego niezwykłego miejsca wpływa żywo na przenikające się smaki kuchni. Na każdym kroku zachwycała nas ilość, różnorodność i świeżość przygotowywanego jedzenia. Listopad to sezon na cytrusy, które piętrzą się ułożone w piramidy na wózkach sprzedawców ulicznych. Koniecznie należy spróbować soku z granatów – bogatego źródła w witaminę C, mnie najbardziej przypadła do gustu mieszanka granatowo-pomarańczowa i sprzedawane na patykach obrane kawałki pysznego soczystego ananasa.

g

Nie można również odmówić sobie kawy po turecku, bardzo mocnej, aromatycznej, parzonej z fusami i błyskawicznie stawiającej na nogi. Kawa podawana jest w ślicznych malutkich filiżankach, czasem z „czapeczką”, a czasem bez, zamawiając ją, należy zaznaczyć czy ma być podana z cukrem – polecam wersję słodką:)

filizanka

Do kawy warto porozpieszczać się tureckimi słodyczami, jedynymi w swoim rodzaju, ociekającymi miodem i orzechami. W istambulskich kawiarniach czułam się jakby czas się cofnął, piękne odrestaurowane wnętrza, kelnerzy w liberiach i słodycze podawane jak na dworze sułtana – piękne i smaczne:)

kawiarnia

Jak Istambuł to oczywiście Kabap – to bardzo popularne w Polsce jedzenie uliczne możemy zjeść w Istambule co kilka kroków w dziesiątkach odmian. Najlepszy jagnięcy kebap zawijany w wypiekaną na miejscu pitę, podany z odmianą rukoli skropionej jedynie cytryną jedliśmy w Durumzade – Kalyoncu Kulluk Cad. 26/A | Beyoglu. Malutka knajpka, do której trafiliśmy dzięki programowi No Reservation okazała się absolutną rewelację. Świetnej jakości mięso, bardzo dobrze doprawione, opiekane jest na drzewnym grillu i podawane z bardzo prostymi ale pysznymi dodatkami. Obiad należy popić zgodnie z tureckim zwyczajem Ayranem – jogurtem naturalnym z wodą i odrobiną soli, lub malutką, słodką i mocną herbatą. Właściciel jest przemiłą osobą chętną pomimo bariery językowej do pomocy przy wyborze jedzenia i z dumą prezentuje swoje zdjęcie z Anthony’m Bourdeinem.

IMG_3308

Spacerując ulicami Istambułu można jeść bez końca, co kilka kroków napotykamy handlarzy mulami faszerowanymi ryżem z przyprawami, lub smażonymi na głębokim tłuszczu w cieście, w okolicach mostów można zjeść świeżo złowiona grillowaną rybę w bułce lub podaną z małymi całymi rybkami z głębokiego tłuszczu, wąskie uliczki starego miasta wypełnione są knajpkami gdzie podaję się wspaniałe meze czyli male zakąski, jedną z ciekawszych jakie udało nam się spróbować był owczy móżdżek o niesamowicie kremowej konsystencji i ziemistym posmaku. To ogromne miasto ujęło nas swoją różnorodnością, tolerancją, ferią barw i smaków. Marzę o powrocie w to wyjątkowe miejsce.

Top 5 do spróbowania:

  • kebap jagnięcy z „Durum Zade”
  • lahmacun – turecka pizza
  • mule smażone w cieście na glęboki tłuszczu
  • baklava i pozostałe słodycze
  • turecka kawa, herbata i świeżo wyciskane soki np. z granatu

targ targ2 psi

4 komentarze

  • Z przyjemnością poczytałam o Twojej stambulskiej wyprawie. Jedziemy na tydzień w maju i nie ukrywam że nie architektura była głównym powodem wyboru kierunku, tylko własnie program w którym Anthony Bourdein zajadał tureckie smakołyki w Stambule :). Jego śladami podążaliśmy też w Porto więc wiem, że warto. Stambuł chodził nam po głowie dawno, ale zawsze coś stawało na przeszkodzie. Teraz juz chyba się uda :) I będzie to wyjazd bardzo jedzeniowy, ha ha ha !

    • Beato, Stambuł jest cudowny, zazdroszczę Wam już Maja:-) Koniecznie zajrzyjcie do Durumzade i jedzcie jak najwięcej:-)))))

  • Kuchnia turecka to zlepek kuchni azjatyckiej, arabskiej i bałkańskiej. Za czasów Wielkiego Imperium Osmańskiego przybywali tam kucharze z różnych stron, by swym kunsztem i smakami popisać się przed Sułtanem. Wybitni – byli sowicie nagradzani złotem, a ich przepisy trafiały na stałe do pałacowego menu.
    Stąd w dzisiejszej kuchni tureckiej tyle smaków i kolorów. Ja osobiście bardzo lubię te potrawy i sama przyrządzam wiele z nich w domu.
    Do listy „must to eat” dodałabym:
    kumpir (danie fast food z wielkiego ziemniaka z mnóstwem dodatków)
    sarma (takie polskie gołąbki ale nie z kapusty a z liści winogron, są dużo mniejsze, całość polana olejem i i skropiona sokiem z cytryny)
    meze (zimne przekąski, cała masa różniastych sałatek, przystawek itp)
    borek (coś w podobie naszych pierogów ale w tysiącach smaków, różnych rozmiarach i różnych sposobach przyrządzenia)
    manty (jak nasze uszka do barszczu, podawane z sosem maślanym z zasmażanym sosem pomidorowym z ostrą papryką i oczywiście z tureckim jogurtem…mmmmniam)
    kunefe (jeden z deserów…ale ten trzeba spróbować)
    merdzimek kofte (kotlety z soczewicy na zimno)

    ahhh…. mogłabym tak bez końca…..

    Serdecznie zachęcam do odwiedzenia Turcji i posmakowania jej specjałów.

    Madziu, buziaki dla Ciebie.

    • Gabi zaśliniłam się, Turcję na pewno odwiedzę ponownie nie tylko ze względu na jedzenie :-) Buziak!!!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *